Blue Brain Games to słowackie studio, które zamieniło pasję do Leonarda w jedną z najbardziej uznanych serii logicznych na mobile. Rozmawialiśmy o procesie, błędach i przyszłości.
Skąd pomysł na dom da Vinci
Pierwsza część powstała jako eksperyment: czy na telefonie można zrobić The Room w estetyce renesansu. Okazało się, że gracze czekali właśnie na coś takiego.
Każda kolejna część rosła razem z zespołem. Z pięciu osób studio urosło do kilkunastu, a pomysły z prototypów nie trafiały do kosza, ale do następnej odsłony.
Najtrudniejsza rzecz w produkcji
Twórcy mówią wprost: najtrudniejsze było godzenie wierności historii z mechaniką gry. Mechanizm musiał działać realnie, ale też być satysfakcjonujący do rozwiązania.
W trzeciej części najwięcej czasu zjadły przejścia czasowe z Oculus Perpetua. Każda lokacja istniała w dwóch wariantach, co podwajało pracę grafików i projektantów.
Chcieliśmy, żeby gracz czuł, że każda śrubka ma powód istnienia.
Czego nauczyły ich trzy części
Z rozmowy wynika kilka wniosków, które studio wynosi z serii:
- Mechanika wygrywa z dekoracją: ważniejsze jest działanie niż wygląd.
- Pozytywne recenzje rosną z taktownych podpowiedzi, nie z prostoty.
- Gracze mobilni grają w krótkich sesjach, a zapis musi być błyskawiczny.
- Szczegół ma cenę: każda dodatkowa warstwa mechanizmu to tydzień testów.
Zespół przyznaje, że na początku przecenił możliwości telefonów i musiał przepisać kilka mechanik pod mniejsze ekrany.
Co dalej po finale
Studio pracuje nad nowym tytułem logicznym, w innym okresie historycznym. Nie zdradza tematu, ale zapowiada mechanikę, która uczy tak samo dobrze jak da Vinci.
Seria The House of Da Vinci nie kończy się definitywnie: marka żyje w wydaniach fizycznych, replikach i planowanych wydarzeniach dla społeczności.